Cierpienie w nauczaniu Sługi Bożego Ojca Świętego Jana Pawła II

Ks. dr Sławomir Oder postulator procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II

Wykład wygłoszony na konferencji Hospicjum 2005 w Toruniu, 1-2.12.2005.

 

 Do swego cierpiącego i umierającego przyjaciela, księdza profesora Tischnera, Jan Paweł II, pisał słowa, które mogą stać się punktem wyjścia naszej dzisiejszej refleksji. Konstatując trudność spotkania się osobistego Ojciec Święty rozważał:

„Cierpienie ludzkie, cierpienie nieoczekiwane, cierpienie, które mówi Bogu „dlaczego” – to Księga Hioba. Rozmówcy Hioba źle odpowiadali na jego pytania. Odpowiedzi adekwatnej udzielił dopiero Chrystus. Miedzy pytania Hioba a odpowiedz Chrystusa została też od jakiegoś czasu wpisana Twoja egzystencja, Księże Józefie. Wszyscy, którzy Ci w jakiś sposób towarzyszą na tym etapie – ja także do nich staram się należeć – wiedzą że nie mogą dawać odpowiedzi podobnych do rozmówców z Księgi Hioba. Staramy się więc zachować pełne głębokiego przejęcia milczenie. I prosimy Chrystusa, aby On sam mówił. Bo On tylko ma słowa życia wiecznego” (List Jana Pawła II do ks. Józefa Tischnera, napisany 3 lipca 1999 i opublikowany w TP, 2001 nr 26).

Te słowa wydają się być przestrogą, która powinna towarzyszyć każdemu kto pochyla się nad ludzkim cierpieniem, by nie bagatelizować tego co niewypowiedziane, by nie stawać się mistrzem i nauczycielem prawd poznanych teoretycznie, prawd zasłyszanych, by nie ranić i nie dopełniać czary bólu słowem cynizmu i taniej pociechy. Cierpienie jest i pozostanie tajemnicą, do której należy zbliżać się z pokorą i miłością. „Cierpienie ludzkie budzi współczucie, budzi także szacunek – na swój sposób onieśmiela. Zawiera się w nim bowiem wielkość swoistej tajemnicy. Ten więc szczególny szacunek dla każdego ludzkiego cierpienia wypada złożyć u początku wszystkiego tego co zostaje powiedziane o tym wymiarze ludzkiego życia „. (Cfr. Salvifici doloris n. 4).

Kiedy nasze ludzkie drogi skrzyżują się z drogami Hioba, nie można nie stanąć wobec jego boleści z pokorą, tak aby nie stać się podobnymi do jego przyjaciół, którzy udzielają złych odpowiedzi. Należy stanąć też z pokorą i zatroskaniem, tak aby nie zagłuszać głosu Tego, który sam tylko ma słowa prawdziwego pocieszenia i nadziei. A właśnie miłość jest tym narzędziem, które sprawia, że tę słowa nie są zagłuszane przez fałszywe przekonanie człowieka, że ma odpowiedź na każde pytanie.

Ból i cierpienie są obecne w nauczaniu Jana Pawła II z rosnącym realizmem naznaczonym postępującą chorobą. Jest świadectwem zatrzymania się z pokorą i z miłością przy każdym, kto doświadczył w mniejszej czy większej mierze Hiobowego losu. Owo zatrzymanie dokonuje się w duchu uszanowania, współczucia poczucia misterium. Wyraża pragnienie bycia przy cierpiącym, bo przecież to nie słowo, ale obecność są tą rzeczywistością, która najgłębiej przemawia do ludzkiego serca.

„Słowo stało się ciałem”. Bóg przemówił swą obecnością przy człowieku, solidaryzując się z nim. Dlatego właśnie to Chrystus ma słowo życia wiecznego: Jego słowo przeszło próbę cierpienia, opuszczenia, samotności, wyszydzenia, odrzucenia i śmierci.

Papieskie nauczanie o cierpieniu, mocą niezgłębionego Bożego planu, stało się uprzywilejowaną drogą spotkania z człowiekiem, narzędziem ewangelizacji i wielką księgą nadziei.

W swoim codziennym wzrastaniu ku Chrystusowi, Jan Paweł II, wraz z postępującym cierpieniem fizycznym, stawał się coraz bardziej świadkiem mocy płynącej ze spotkania Hioba z Chrystusem, a jego nauczanie, solidarną obecnością na drodze cierpiącego człowieka, któremu, chociaż bezgłośnym gestem wskazującym na swą krtań naznaczoną tracheotomią, z pokorą w słabości fizycznej i z mocą wiary powtarzał: To Chrystus ma słowa życia wiecznego!

Wymiar cierpienia tak bardzo wpisał się w życie Jana Pawła II, że dla wielu ludzi stał się on jego zasadniczym wymiarem. Wyrazem tego przekonania stały się liczne sugestie i propozycje pójścia, w rozpoczętym 13 maja b.r. procesie beatyfikacyjnym po drodze męczeństwa.

(Nie wydaje się nie na miejscu krótkie przyjrzenie się temu aspektowi, tym bardziej, że temat ten wielokrotnie powraca w rozmowach z dziennikarzami).

Wymogi formalne dla uznania męczeństwa

Zasadniczym elementem formalnego aspektu męczeństwa jest oddanie życia na skutek odniesionych Hm żadnych „w odium/idei”, to znaczy z nienawiści do wiary.

Nie ma wątpliwości, że ręka, z której padły strzały na Placu Świętego Piotra w dniu 13 maja 1981 kierowana była pośrednio, czy bezpośrednio nienawiścią do Ewangelii. Nie ma wątpliwości że Ojciec Święty przyjął cierpienie tamtych dni z wiarą i miłością, przebaczając, jak wiemy, temu, kto usiłował pozbawić go życia. Nie było jednak Bożym planem, aby posługa papieska zakończyła się tamtego dnia. Trzeba było przelania jego krwi i męczeństwa owych dni, które nadały życiu Jana Pawła II nowego wymiaru. Nie wydaje się, jednak, być poprawnym bezpośrednie łączenie odejścia papieża z tym, co wydarzyło się 13 maja 1981 roku. Oczywiście praktyka Kongregacji do Spraw Kanonizacyjnych zna pojęcie męczeństwa „ex aerumnis carceris”, to znaczy śmierci poniesionej nie jako bezpośredniego i natychmiastowego skutku wrogiego czynu, ale po czasie, jako konsekwencji ran i cierpień zadanych. Niemniej jednak związek przyczynowo skutkowy musi jednoznacznie wskazywać na czyn nienawistny agresji jako przyczynę śmierci.

W głosach domagających się uznania Jana Pawła II męczennikiem z pewnością można usłyszeć pragnienie dowartościowania wymiaru cierpienia w życiu papieża, ale także chęć skrócenia procedur kanonicznych, tak aby proces mógł zakończyć się jak najszybciej.

Pragnieniem każdego z nas jest aby ten proces zakończył się jak najszybciej i aby jego wynik, w co nie wątpię, był pozytywny. Należy jednak pamiętać, że proces kanonizacyjny nie jest formalnością i wymaga rzeczowego i bardzo starannego przygotowania merytorycznego, jak również obiektywnego udowodnienia podstaw przekonania o świętości kandydata do wyniesienia na ołtarze. Mam też świadomość, że ten konkretny proces, wobec niemalże powszechnego i jednoznacznego wołania, które podniosło się na Placu Świętego Piotra w dniu pogrzebu papieża: „Santo subito!” ma większe znaczenie dla historii niż dla nas samych. Dlatego nie można szukać prób przyspieszenia jego biegu, bo to z pewnością odbiłoby się na jakości zebranego materiału. Zasadniczym celem tego procesu jest wykazanie całego bogactwa i wielkości tego „giganta duchowości”, którego słusznie świat nazywa „Wielkim”.

Mogę zapewnić tych wszystkich, którzy lękają się, że procedury które przewidują konieczność stwierdzenia cudu jako warunku „sine qua non” dla pomyślnego zakończenia procesu, wobec ogromnej ilości zgłaszanych łask, z których wiele nosi znamiona „cudowności”, nie powinno w żadnym wypadku stanowić przeszkody w pomyślnym zakończeniu postępowania. Mogę równocześnie powiedzieć, bez uszczerbku dla tajemnicy procesowej, że w obecnej chwili mam raczej kłopot z dokonaniem wyboru zdarzenia, które najlepiej wpisze się w kontekst portretu wyłaniającego się ze zgromadzonego materiału.

Już samo spotkanie z Janem Pawłem II narzuca refleksję nad jego niezwykłym wyczuciem wagi tematu ludzkiego cierpienia. Jego przemówienia zawierają niezwykłe bogactwo słów skierowanych do ludzi, którzy kroczą po drodze Hiobowej i tych, którzy w tym pielgrzymowaniu im towarzyszą. Słowom zaś towarzyszą także konkretne decyzje i pociągnięcia o charakterze organizacyjnym, które wychodzą naprzeciw tej rzeczywistości.

Karol Wojtyła jako pierwszy Papież doceniając i podkreślając wartość i znaczenie cierpienia powołał do życia specjalny organ Stolicy Świętej, który powstał w 1985 r. jako Papieska Komisja dla Duszpasterstwa Pracowników Służby Zdrowia. W późniejszym okresie, na mocy konstytucji Apostolskiej „Pastor Bonus”, dokonującej reorganizacji struktury Kurii Rzymskiej, organ ten został przekształcony w Papieską Radę, zajmującą się koordynacją wszystkich instytucji katolickich, religijnych i świeckich, zaangażowanych w działalność na płaszczyźnie duszpasterstwa ludzi chorych.

Kolejnym znaczącym krokiem w tej dziedzinie było ustanowienie, 13 maja 1992 roku „Światowego Dnia Ludzi Chorych”, którego celem było uwrażliwienie osób i instytucji, kościelnych i cywilnych, na konieczność zabezpieczania coraz korzystniejszych warunków opieki lekarskiej ludziom chorym i pomaganie im w odkrywaniu wartości i sensu ludzkiego cierpienia na płaszczyźnie ludzkiej, a zwłaszcza na płaszczyźnie nadprzyrodzonej.

Krótką syntezą podkreślającą znaczenie i wartość cierpienia są słowa, które papież wypowiedział na zakończenie swojej homilii skierowanej do uczestników obchodów jubileuszu chorych, w Rzymie 11 lutego 2000. Zwracając się do nich w języku polskim powiedział: „Przez wasze cierpienia stajecie się w szczególny sposób bliscy Chrystusowi. Niech waszą siłą w bólu i cierpieniu będzie zawsze Chrystus, który przez swoją mękę i śmierć na krzyżu świat odkupić raczył. Najdrożsi Bracia i Siostry cierpiący, jesteśmy waszymi dłużnikami. Kościół jest waszym dłużnikiem i Papież również!”

Żywa działalność apostolska i kontakt z ludzkim cierpieniem powodowały dojrzewanie papieskiego nauczania. Jak już wspomniałem szczególnym momentem w życiu papieskim był zamach dokonany na niego 13 maja 1981 roku. To wydarzenie odczytane przez Jana Pawła II, w perspektywie wiary, zostało przez niego potraktowane jako szczególna łaska, jakiej Bóg mu udzielił w jego posługiwaniu Piętrowym. Powiedział on wtedy: „Bóg pozwoli mi doświadczyć w minionych miesiącach cierpienia, niebezpieczeństwa utraty życia. Pozwolił mi równocześnie wyraźnie i dogłębnie doświadczyć, że jest to szczególna łaska udzielona mnie jako człowiekowi, ale że jest to równocześnie łaska także w odniesieniu do mojego posługiwania jako biskupa Rzymu i następcy Świętego Piotra, że jest to łaska dla Kościoła”.

Po tym niewątpliwie dramatycznym doświadczeniu, przez około 10 lat Papież prowadził normalną działalność, w czasie której jego warunki zdrowotne nie przedstawiały szczególnych problemów. Dopiero latem 1992 został poddany operacji usunięcia łagodnej formy nowotworowej jelita. W roku następnym stają się widoczne pierwsi  objawy choroby Parkinsona: drżenie lewej ręki i symptomy zesztywnienia mięśni twarzy. Jest to początek długiej drogi boleści fizycznej i moralnej, która z biegiem lat doprowadziła do prawie całkowitego unieruchomienia papieża i w konsekwencji swego postępu klinicznego i związanych z nim powikłań aż do jego śmierci.

Oficjalny biuletyn Stolicy Świętej, publikując akt zgonu wystawiony przez prof. Renato Buzzonetti, długoletniego osobistego lekarza Jana Pawła II wskazywał na szok septyczny jako na bezpośrednią przyczynę śmierci pacjenta cierpiącego na chorobę Parkinsona.

Zanim jednak choroba rozwinęła się do takiego stadium, papież w 1993 doświadcza nowego cierpienia: 11 listopada tegoż roku na skutek upadku doznaje złamania prawej kości łopatkowej a w roku następnym złamania prawej kości biodrowej. Jak sami mogliśmy to zaobserwować. Papież nigdy nie lękał się pokazać swojej słabości fizycznej. Był osobą niezwykle odważną, a przy tym medialną! chyba najbardziej fotografowaną osobistością współczesnego świata. Pozostaną w naszej pamięci słowa Papieża, który zwracając się do wiernych w czasie modlitwy Anioł Pański powiedział wprost: „Papież jest chory i musi pójść do szpitala”

Arcybiskup Wiednia Kardynał Schoenborn komentując tę chwilę powiedział: „Cały świat przeżywa spotkanie z cierpiącym papieżem … jest to coś nowego i zupełnie niezwykłego: papież cierpiący na oczach opinii publicznej świata”. Nie lękał się pokazać wobec całego świata postępującej słabości i cierpienia.

Nie brakowało w minionych latach, zwłaszcza w ostatnich latach pontyfikatu mniej lub bardziej kamuflowanych oskarżeń o ostentację cierpienia i zachęty do ograniczenia wystąpień publicznych, a nawet głosów sugerujących ustąpienie z urzędu. Ojciec Święty świadom wartości łaski chwili/składając swe życie w ręce Tego, który go wezwał, powtarzał, że Chrystus nie zszedł z krzyża w chwili próby i z ufnością otwierał swe serce ukazując zatroskanie o to, aby mógł wypełnić powierzoną mu misję: „Proszę Pana, aby dał mi siły dla kontynuowania, jak długo On zechce, w wierności posługi dla Kościoła Rzymskiego i dla całego świata”7. W tej modlitwie, wraz z głębokim świadectwem zawierzenia Bogu, w którego rękach spoczywają losy świata i każdego człowieka, papież dał wyraz temu samemu entuzjazmowi służenia Jego sprawie, jaki zawarł w „Liście do osób starszych”, opublikowanym 1/10/1999 roku: „Jest rzeczą piękną do końca móc oddać się sprawie Królestwa Bożego”.

Jan Paweł II przeżywał postępującą chorobę i towarzyszące jej cierpienie jako „dar konieczny” i „Boże doświadczenie” i „sposobność służenia sprawie Królestwa Bożego” W czasie przemówienia na Anioł Pański 29 maja 1994 r. powiedział:

„W czasie mojego pobytu w szpitalu medytując zrozumiałem, że moim zadaniem jest wprowadzenie Kościoła w trzecie Tysiąclecie z pomocą modlitwy, różnych inicjatyw duszpasterskich, ale także moim cierpieniem”.

Rzeczywiście niezwykle przejmującym doświadczeniem było spotkanie z papieżem, który przygięty ciężarem cierpienia, poruszający się z trudnością, przemawiający drżącym i zanikającym głosem, otwierał Drzwi Święte bazyliki Świętego Piotra patrząc z nadzieją w przyszłość i wskazując na Chrystusa jako jedyne źródło nadziei dla ludzkości.

Jego osobiste doświadczenie niewątpliwie przyczyniło się do jeszcze głębszego przeżycia prawdy o sensie ludzkiego cierpienia. Znalazło ono swój moment kulminacyjny w opublikowanym 11 lutego 1984 r. Liście Apostolskim „Salvifici doloris”. Dokument ten stanowi punkt kulminacyjny papieskiej refleksji doktrynalnej nad sensem ludzkiego cierpienia i syntezę licznych przemówień i przesłań, które w latach swego pontyfikatu skierował do cierpiących braci i sióstr.

Jest to dokument niezwykły, odzwierciedlający zarówno najbardziej dojrzałą myśl papieskiego nauczania na temat cierpienia, jak i głęboki motyw osobistego doświadczenia i niejako medytację przygotowującą Jana Pawła II do poświadczenia prawdziwości wypowiedzianych słów osobistym przeżywaniem „ misterium crucis”.

Po raz pierwszy magisterium Kościoła podjęło ten ważki temat egzystencjalny w sposób systematyczny, posługując się językiem jasnym i wyrazistym. Waga pedagogiczna tego dokumentu jest nie do przecenienia.

Osnową dla medytacji papieskiej są słowa Apostoła Pawła: „W moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Cfr. Kol. 1,24). Słowa te znajdują swe dopełnienie w radosnym stwierdzeniu tegoż Apostoła Pawła: „ Tera raduję się w cierpieniach za was „.

Myśl papieskiego nauczania rozwija się od konstatacji natury cierpienia człowieczego jako rzeczywistości „prawie nieodłącznej od ziemskiego bytowania człowieka” i poprzez analizę świata ludzkiego cierpienia dotyka dramatycznego Hiobowego pytania o jego sens. Właśnie owo pytanie o sens własnego cierpienia w sposób najbardziej zasadniczy odróżnia ból człowieka od bólu, który rozprzestrzeniony jest powszechnie także w świecie zwierzęcym: „Tylko człowiek cierpiąc wie, że cierpi i pyta „dlaczego” — i w sposób już całkowicie i specyficznie ludzki cierpi, jeśli nie znajduje odpowiedzi na to pytanie”.

W gruncie rzeczy pytanie o cierpienie jest równocześnie pytaniem o zło: „Dlaczego w świecie zło?” Owo pytanie człowiek stawia sobie i stawia je także Bogu i na gruncie tego pytania dochodzi, jak przypomina papież, nie tylko do wielu załamań i kryzysów ale bywa, że dochodzi i do negacji samego Boga.

Księga Hioba, która w szczególnie przejmujący i odważny sposób stawia problem cierpienia, dotyka najbardziej bolesnego jego aspektu: cierpienia człowieka niewinnego. Hiob nie cierpiał za karę: nie jest prawdą, jak to sugerowali jego przyjaciele, że każde cierpienie jest następstwem winy i posiada charakter kary. Księga Hioba odważnie i w sposób nowatorski stawia problem cierpienia, które dotyka  niewinnego, ale nie daje rozwiązanie problemu.

Różnorodne pytania o sens cierpienia, podnoszące się z głębin ludzkiego doświadczenia bólu fizycznego i moralnego, znajdują odpowiedz na pytanie „ dlaczego cierpienie”, musimy skierować nasze spojrzenie na objawienie Bożej miłości, ostatecznego źródła sensu wszystkiego co istnieje. Miłość jest też najpełniejszym źródłem sensu cierpienia, które pozostaje zawsze tajemnicą… Odpowiedzi tej udzielił Bóg człowiekowi w Krzyżu Jezusa Chrystusa”.

Cała część IV Encykliki poświęcona jest rozważaniu na temat cierpienia przezwyciężonego miłością. „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Słowa te, jak podkreśla papież, wprowadzają w samo centrum zbawczego działania Boga. Wyrażają one też samą istotę chrześcijańskiej soteriologii, czyli teologii zbawienia.

Cierpienie Chrystusa, który dał siebie aby człowiek nie zginął, ale miał życie wieczne. Przeciwieństwem zbawienia nie jest tylko cierpienie doczesne, ale cierpienie ostateczne: utrata życia wiecznego, odrzucenie od Boga. Misją Syna Bożego polega na przezwyciężeniu grzechu i śmierci, w których tkwią transcendentne korzenie zła.

Swoim działaniem zbawczym Jednorodzony Syn Boży wyzwala człowieka od grzechu i od śmierci. Przede wszystkim usuwa z dziejów człowieka panowanie grzechu i daje człowiekowi możliwość życia w łasce uświęcającej: czyni człowieka zdolnym do bytowania z nadzieją życia i świętości wiecznej.

Owo wyzwolenie z więzów grzechu i śmierci dokonuje się poprzez dobrowolny akt miłości Chrystusa, który zbliżył się do ludzkiego cierpienia biorąc je na siebie, wypełniając proroctwa Starego Testamentu, jako Sługa Jahwe z Księgi Izajasza (Cfr. Iz 53). Chrystus jako Syn Boga i prawdziwy człowiek przynosi maksimum możliwej odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia. „ Mową krzyża” przemawia o miłości Boga.

W Ogrójcu, jak każdy cierpiący człowiek prosi by oddalił się od niego kielich cierpienia. Jak przypomina papież, słowa modlitwy Chrystusa w Ogrójcu świadczą o prawdzie miłości poprzez prawdę cierpienia.

„ Cierpienie ludzkie osiągnęło swój zenit w męce Chrystusa. Równocześnie zaś weszło ono w całkowicie nowy wymiar i nowy porządek: zostało związane z miłością – z tą miłością, o jakiej mówił Chrystus Nikodemowi, z tą miłością^ która tworzy dobro, wyprowadzając je również ze zła, wyprowadzając poprzez cierpienie tak, fok najwyższe dobro Odkupienia świata zostało wyprowadzone z Krzyża Chrystusa, i stale z niego bierze swój początek. Krzyż Chrystusa stał się źródłem, z którego biją strumienie wody żywej. W nim też musimy postawić na nowo pytanie o sens cierpienia i odczytać do końca odpowiedź na to pytanie”.       

W tym miejscu swego rozważania Jan Paweł II, otwierając V część Encykliki zatytułowaną „Uczestnicy cierpień Chrystusa”, przypomina, że „w Krzyżu Chrystusa nie tylko Odkupienie dokonało się przez cierpienie, ale samo cierpnie ludzkie zostało odkupione”. Dzięki temu właśnie każdy człowiek ma udział w Odkupieniu. Każdy jest też wezwany do uczestnictwa w owym cierpieniu, przez które Odkupienie się dokonało. Jest wezwany do uczestnictwa w tym cierpieniu, przez które każde ludzkie cierpienie zostało także odkupione. Dokonując Odkupienia przez cierpienie, Chrystus wyniósł zarazem ludzkie cierpienie na poziom Odkupienia. Przeto tez w swoim ludzkim cierpieniu każdy człowiek może stać się uczestnikiem odkupieńczego cierpienia Chrystusa.

Dopełnieniem „wymowy Krzyża i śmierci” ‚jest „wymowa Zmartwychwstania”. Jak przypomina papież, „człowiek znajduje w Zmartwychwstaniu całkowicie nowe światło, które pomaga mu przedzierać się poprzez gęsty mrok upokorzeń, zwątpień, rozpaczy i prześladowania. Nie do śmierci ani nie do cierpienia należy ostatnie słowo, ale do Chrystusa Zmartwychwstałego, który przez swoją miłość nadał sens ludzkiemu cierpieniu, a mocą swego zmartwychwstania, otworzył przed człowiekiem perspektywę nadziei”.

W świetle tajemnicy Krzyża i Zmartwychwstania przyjętych z wiarą, wobec człowieka cierpiącego otwiera się przestrzeń miłości i nadziei. To w tej przestrzeni dali swe świadectwo męczennicy i wyznawcy Chrystusa, którzy uwierzyli w obietnicę chwały, którą zawiera w sobie samo cierpienie Chrystusa.

Cierpienie bowiem jest również wezwaniem do ujawnienia „moralnej wielkości człowieka, jego duchowej dojrzałości”. Owa wielkość i dojrzałość, chociaż jej pełnię można zrozumieć w perspektywie tajemnicy Odkupienia, objawia się nie tylko w cierpieniu ludzi wierzących, ale także w postawie tych, „którzy – nieraz bez wiary w Chrystusa – cierpią i oddają życie dla prawdy i słusznej sprawy”.

W tajemnicy paschalnej Chrystus dał początek zjednoczenia z człowiekiem we wspólnocie Kościoła. W swym „Mistycznym Ciele” Chrystus chce być zjednoczony z wszystkimi ludźmi. Kto cierpi w zjednoczeniu z Chrystusem, nie tylko czerpie z Niego moc, ale „dopełnia” w swym cierpieniu „braki udręk Chrystusa”. W tej eklezjologicznej perspektywie, papież dostrzega źródło prawdy o twórczym charakterze cierpienia. Nie oznacza to, aby Odkupienie dokonane przez Chrystusa było niepełne! Twórczy charakter cierpienia ludzkiego oznacza, „że Odkupienie, dokonane mocą zadośćuczyniającej miłości, jest stale otwarte na każdą miłość, która wyraża się w ludzkim cierpieniu. W tym wymiarze – w wymiarze miłości -Odkupienie, które do końca się dokonało, stale się niejako od nowa dokonuje”.

Ta prawda leży u podstaw szczególnej wartości jaką Kościół dostrzega w przepowiadaniu „Ewangelii cierpienia”: cierpienie jest takim dobrem, nad którym Kościół pochyla się za czcią poprzez całą głębię swej wiary w Odkupienie. Pochyla się zarazem całą głębią tej wiary, jaką ogarnia w sobie samym niewypowiedzianą tajemnicę Ciała Chrystusa.

„Ewangelia cierpienia” to nie tylko obecność cierpienia w Ewangelii, jako jednego z tematów Dobrej Nowiny, ale także, a może przede wszystkim, jest to objawienie zbawczej mocy i zbawczego sensu cierpienia w posłannictwie Chrystusa, przekazanego i zadanego w powołaniu Kościoła.

Chrystus nie obiecywał nikomu braku cierpienia na drodze jego powołania. Przeciwnie, często mówił o konieczności cierpienia i podjęcia krzyża. To właśnie spotkanie z krzyżem jest szczególną sposobnością składania świadectwa przynależności do Chrystusa (Cfr. Łk 21,12-19)  i szczególnym sprawdzianem upodobnienia do Niego (Cfr. J 15-16). W tym właśnie kontekście „Ewangelia cierpienia” zawiera w sobie „ szczególne wezwanie do odwagi i męstwa” w wyznawaniu prawdy o Zmartwychwstaniu. Ten jej rozdział piszą ci wszyscy, którzy cierpią dla Chrystusa.

Drugi rozdział „ewangelii cierpienia” pisany jest przez tych, którzy cierpią wraz z Chrystusem. Doznanie łaski przeżywania własnego cierpienia z łączności z Chrystusem przemienia człowieka. Ojciec Święty o odkryciu nowej miary własnego życia i powołania, którego ostatecznym punktem odniesienia jest horyzont królestwa Bożego. Człowiek dorasta do niego poprzez współpracę z Duchem Pocieszycielem, który prowadzi go drogą powołania. Tak właśnie papież dostrzega cierpienie jako miejsce powołania człowieka do spotkania z Bogiem, który dla jego zbawienia wziął krzyż na swe ramiona. Owo spotkanie napełnia serce człowieka duchową radością i udziela wewnętrznego pokoju, gdyż prowadzi do przezwyciężenia poczucia nieużyteczności cierpienia.

Szczególny rozdział ewangelii cierpienia zajmuje przypowieść o miłosiernym Samarytaninie (Cfr. Łk 10, 29). Jest to przypowieść o zauważeniu, zatrzymaniu się, pochyleniu się nad ludzką niedolą. Ten rozdział piszą wszyscy ci, którzy mają wrażliwość na cudze cierpienie, którzy wzruszają się nieszczęściem bliźniego.

W tym kontekście cierpienie spełnia niesłychanie ważką rolę wyzwalając w człowieku miłość. Jest to szczególny fenomen wolny od jakiegokolwiek uwarunkowania ideologicznego czy religijnego. Dotyka on najgłębszych nut człowieczeństwa, stając się jednym z istotnych składników ogólno-ludzkiej kultury moralnej i cywilizacji, a często także najbardziej elementarnym a równocześnie najgłębszym poziomem spotkania międzyludzkiego i podstawową miarą człowieczeństwa. Wolą Chrystusa jest to równocześnie najbardziej bezpośredni, elementarny i wiarygodny poziom spotkania człowieka z Chrystusem: „Zaprawdę powiadam wam, wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 45).

W ten rozdział w szczególny sposób wpisana jest działalność tych wszystkich, którzy jak Wy, zatrzymują się przy łożu człowieka odchodzącego z tego świata, ofiarując mu to, co jedynie można dać człowiekowi umierającemu: obecność pełną miłości. To właśnie ona, owa obecność miłująca, jest po tej stronie wieczności promykiem światła, które zatraca się w świetle niegasnącym życia wiecznego.

Podsumowując swoje nauczanie o „ewangelii cierpienia” Jan Paweł II konstatował, że „Chrystus nauczył człowieka równocześnie świadczyć dobro cierpieniem – oraz świadczyć dobro cierpiącemu odsłaniaj w tym podwójnym aspekcie sens cierpienia do samego końca. Jest to sens nadprzyrodzony, gdyż osadza się w Boskiej tajemnicy Odkupienia które dokonało się, gdy Syn wypełnił wolę Ojca i z miłości do człowieka wydal samego siebie na śmierć krzyżową. Jest to również sens głęboko ludzki, gdyż w nim człowiek odnajduje samego siebie, swoją godność, swoje posłannictwo i swoją zdolność do miłowania.

Nauczanie Ojca Świętego Jana Pawła II jest przeogromne i niezwykle głębokie. Jego słowa, gesty, czyny dotykają najgłębszych pokładów ludzkiego serca bo pozwalają na spotkanie nie mistrza i nauczyciela ale tego, który doświadczył na sobie w pierwszej osobie mocy płynącej ze spotkania z misterium Krzyża Chrystusowego. Są to słowa proroka i towarzysza ludzkiego wędrowania.

Pragnienie dokonania całościowego przeglądu nauczania papieskiego na temat cierpienia ludzkiego wykracza poza zakres naszego dzisiejszego spotkania.

Obecna relacja miała za cel jedynie zasygnalizowanie bogactwa tego nauczania i jego zasadniczych linii. Nie sposób jednakże dokonać przeglądu wszystkich wypowiedzi Jana Pawła II. Już tylko bardzo pobieżne wyszukiwanie dokumentów odnoszących się do tej tematyki wskazuje istnienie więcej niż 1500 publicznych wystąpień papieskich.

Nie sposób nie dostrzec w postawie Jana Pawła II głębokiego podobieństwa do postawy Pawła, który nie chciał znać innej mądrości, niż tej która jest mądrością. Nie można jednak nie wspomnieć drugiego doniosłego dokumentu poruszającego aspekt ludzkiego cierpienia. Tym dokumentni jest encyklika „Evangelium vitae”, w którym problem cierpienia, bólu i śmierci jest rozważany szczególnie pod kątem fałszywego współczucia, idącego po linii złych odpowiedzi przyjaciół Hioba, wyrażających się eutanazją, która jest zaprzeczeniem sensu ludzkiego cierpienia i będącą jednym z najbardziej namacalnych przejawów cywilizacji śmierci.

Postępująca choroba sprawiła, że doświadczanie Hioba stało się osobistym doświadczeniem Jana Pawła II. Jego życie w szczególny sposób stało się świadectwem mocy wypływającej z postępowaniu po drodze Chrystusowego krzyża. Niemoc fizyczna objawiała potęgę jego ducha. Milczenie języka potęgowało brzmienie słów jego świadectwa egzystencjalnego. To właśnie w dniach swego odchodzenia Ojciec Święty udzielał światu ostatnich rekolekcji, a było to przepowiadanie świadka, który zawierzył Bogu i uczynił swą niemoc słowem Ewangelii.  Nie sposób nie dostrzec w postawie Jana Pawła II głębokiego podobieństwa do postawy Pawła, który nie chciał znać innej mądrości niż tej, która jest mądrością krzyża, motywu zgorszenia dla pogan i wzgardy dla Judajczyków, ale dla tych, którzy są powołani, tak spośród pogan jak i spośród Żydów „ mocą Boga i mądrością Boga” (l Kor l, 24).

Droga Hioba ku Chrystusowi który jako jedyny może udzielić mu odpowiedzi na rozdzierające ludzkie „dlaczego” wobec cierpienia, prowadzi przez tajemnicę krzyża. W tym aspekcie szczególnego znaczenia nabiera nauczanie papieskie, jego słowa i postawa, w celebracji Wielkopiątkowego nabożeństwaDrogi Krzyżowej w Rzymskim Koloseum: słabnący fizycznie Papież stawał się duchowym gigantem, czerpiącym siły z Krzyża Chrystusa, czego szczególnie sugestywny obraz zapisał się w naszej pamięci z ostatniej Drogi Krzyżowej, w której Ojciec Święty uczestniczył za pośrednictwem telewizji, siedząc w swojej kaplicy prywatnej wsparty na Krzyżu, z którym sprawiał wrażenie być w pełni egzystencjalnie zjednoczony.

Papieskie nauczanie o cierpieniu znajduje swoje naturalne ukoronowanie w nauczaniu o Eucharystii i dopełnienie w jego mistycznym zjednoczeniu z Ofiarą Mistrza, jak to zauważył i mocno podkreślił Ojciec Święty Benedykt XVI w słowach wypowiedzianych w czasie przemówienia na „Anioł Pański”.

To właśnie Eucharystia, która w życiu Kościoła jest centrum, źródłem i kulminacją, stanowi duchowy punkt spotkania Hioba z Chrystusem. To tu Chrystus bierze na swe ramiona obolałego i cierpiącego Hioba i go przeprowadza w pochodzie paschalnym do pełni życia. To tu Hiob znajduje odpowiedź na dręczące go pytanie o sens bólu i cierpienia, a w końcu i całego życia.

Wasza praca wśród osób nieuleczalnie chorych jest szczególną formą sprawowania kapłaństwa powszechnego: jest niejako przygotowaniem do uczty eucharystycznej.

Nauczanie Jana Pawła II o cierpieniu z przyczyn oczywistych porusza się w kontekście wiary, która daje prawdziwe światło dla zrozumienia tajemnicy ludzkiego cierpienia.

Tym co uderza jednakże w papieskim ujęciu problematyki jest wyjście naprzeciw także tym, którzy daru wiary nie posiadają. Cierpienie ma charakter uniwersalny, dotyczy każdej istoty ludzkiej. Odpowiedź na Hiobowe „dlaczego”, dotyczącą sensu ludzkiego cierpienia daje Chrystus, który wziął na siebie cierpienie każdego człowieka i cierpiąc jak każdy człowiek i lękając się cierpienia jak każdy człowiek, zmierzył się z nim mocą miłości. I to właśnie miłość jest odpowiedzią uniwersalną w której można dostrzec i odnaleźć sens cierpienia. Miłość jest przestrzenią w której Hiob spotyka Dobrego Samarytanina. Miłość jest przestrzenią w której objawia się dojrzałość i wielkość człowieka, który cierpi dla prawdy i słusznej sprawy, dla budowania lepszego i bardziej sprawiedliwego świata.

Jednakże pełnię sensu tajemnicy cierpienia można pojąć tylko w świetle Zmartwychwstania i chwały życia wiecznego. Jedynie wiara może dać człowiekowi moc spojrzenia ku przyszłości bez lęku i z nadzieją.

Dlatego przestrzeń naznaczona ludzkim cierpieniem jest tą przestrzenią, w której „Dobra Nowina” powinna w szczególnie czysty i dźwięczny Sposób przemawiać językiem miłości.

Na zakończenie mojego wystąpienia, prosząc o wybaczenie jeśli nie odpowiadało ono waszym oczekiwaniom, pragnę gorąco wam życzyć, aby Bóg napełniał wasze serca swoją miłością, tak byście realizując wasze powołanie potrafili do każdego potrzebującego człowieka zbliżyć się z miłością, odnaleźć w miłości własną siłę. Byście świadomie uczestniczyli w kapłaństwie powszechnym; w Eucharystii odnajdywali moc do umiłowania, wzór pokornego posługiwania, model dziękczynienia a przygotowując. Szanując i czcząc w każdym cierpiącym człowieku chleb jego ciała, który zjednoczony z ofiarą Chrystusa i nią przemieniony, zanuża człowieka w misterium Odkupienia, poprzez ‚miłość wobec chorych i cierpiących byli żywym obrazem Chrystusa i stali Ślę widzialnym znakiem Jego chwały, która objawiona w misterium krzyża/oświeca ludzkie cierpienie i zajaśnieje pełnią swojego piękna gdy On powróci.